Po ogłoszeniu przez Prezydenta Trzaskowskiego „Deklaracji LGBT” opozycja (na czele z sympatyzującymi dziennikarzami) rzuciła się do odkręcania sprawy.
Początkowo niezręczne „kombinowanki” przybierały coraz bardziej logiczny i składny kształt, by finalną formę przyjąć w wersji naszego ulubionego dziennikarza, Red. Pawła Wrońskiego, wygłoszoną w dniu 18.03. 2019 r. w Poranku w Radiu TOK FM.
Posłuchajmy Red.Wrońskiego.
Nie sposób zaprzeczyć, sensownie i składnie tylko… co to ma do przytoczonego zalecenia WHO odnośnie „masturbacji” czterolatków.
Podkreślmy to jeszcze raz. Wypowiedź Red. Wrońskiego odnosi się do ZALECENIA postępowania z dziećmi z przedziału 0-4 lat, które to zalecenie brzmi dosłownie tak: „Radość i przyjemność z dotykania własnego ciała, masturbacja w okresie wczesnego dzieciństwa”.
Zgodnie z rozumowaniem Red. Wrońskiego, gdy rodzic zauważy, że dziecko „bawi się” siusiakiem, powinien wytłumaczyć dziecku, iż taka czynność sprawia przyjemność (zalecenia WHO).
Cztery lata…
Elementarna logika, wypływająca zresztą ze słów Pana Wrońskiego (alergia), nakazywałaby zapytać dziecko czy go coś tam swędzi, albo spróbować bardziej otwartym pytaniem dowiedzieć się dlaczego podejmuje ono taką a nie inną czynność.
Jeśli jest to wynik swędzenia, to należałoby jak najszybciej skontaktować się z lekarzem, jeśli zaś to element poznawania ciała, trzeba zostawić na tym etapie rozwoju, sprawę naturalnemu biegowi.
Robienie wykładu tak małemu dziecku, że to co robi jest przyjemne, w sytuacji gdy ono poznaje tylko swoje ciało, sprawi, że dziecko zacznie szukać tej przyjemności, a chyba się nie mylimy twierdząc, że w wieku 0-4 lat, o przyjemności z masturbacji nie może być mowy. Czy w ogóle jest medycznie uzasadnione używanie tego terminu w tym przedziale wiekowym?
Logiczne jest więc, iż przyjemności nie znajdzie, a natarczywe jej szukanie (bo „oświeceni” rodzice powiedzieli, że powinna być) może przynieść niepożądane konsekwencje.
Jeszcze gorzej, jeśli „dotykanie” jest efektem swędzenia, a „oświeceni” tatusiowie i mamusie będą sobie tłumaczyli, że ich mały skarb rozwija się zgodnie z zaleceniami WHO.
Ba! Może dojść do sytuacji, że rodzice zrobią w dobrej wierze wykład o „przyjemności” w sytuacji gdy bodźcem dla dziecka są nieprzyjemne doznania (swędzenie). Nie trzeba chyba opisywać potencjalnych konsekwencji takiej sytuacji.
Niezależnie jak głupia i nierealna może się Państwu wydać opisana powyżej sytuacja, to podobne przypadki wdrażania patologicznych w swej istocie „nowoczesności” są wpisane w rozwój naszej cywilizacji. Niesieni szczytnymi ideami i postępowymi hasłami, w imię uniwersalnych (deklaratywnie) wartości itp. popełniano elementarne głupoty, czasem wyrządzające nieodwracalne skutki nie tylko jednostkom.