Pani Wielowieyska Dominiko, prosimy być dzielną, bo będzie bolało.

Jakiś czas temu, ku naszemu zdziwieniu, kliknęliśmy link do wypowiedzi Pani Wielowieyskiej na YT.

Unikamy klikania w Panią Dominikę, gdyż o ile jej wywiady są raczej pełne naiwności, niż chamstwa tak powszechnego w jej środowisku, to formułowanych przez nią przemyśleń nie da się słuchać bez poczucia żenady.

Postanowiliśmy jednak posłuchać Pani Wielowieyskiej, gdyż wspomniana wypowiedź dotyczyła Pana Stanowskiego.

Przeczuwaliśmy błąd, bardzo wielki błąd i prawdę mówiąc, w tym momencie zaczęło się nam robić żal Pani Dziennikarki.

Spodziewaliśmy się bowiem, że śladem innych, przekonana o swojej intelektualnej przewadze nad Panem Krzysztofem, popełni coś, co owych „innych” bardzo zabolało.

Szef kanału Zero lubi podpuszczać różnych „geniuszy” dziennikarstwa, którzy pewni swojej wyższości, podejmują wyzwanie i w swoim przekonaniu demolują wizerunek Pana Stanowskiego.

Wówczas Pan Krzysztof, w luzackim stylu, obnaża ich „intelektualną wybitność”.

Ten „luz” to starannie wypracowana metoda.

Tu wypada wtrącić, iż Pani Biedrzycka, najwyraźniej lepiej ogarnia system niż się wydaje, gdyż nie słyszeliśmy by podjęła którąś z zaczepek rzuconych przez szefa Kanału Zero. Musi najwyraźniej mieć świadomość konsekwencji.

Cóż… Pani Wielowieyska na tym polu najwyraźniej ustępuje koleżance(?).

Z „cancel culture” wyprzedziliśmy Stany Zjednoczone o dwie dekady. Od zarania III Rzeczypospolitej, ludzie tacy jak Pan Stanowski byli usuwani z życia publicznego. Do czasu rozkwitu Internetu.

Ograniczenia intelektualne większości kształtujących dotychczasowy przekaz medialny dziennikarzy, różnych ekspertów i rzesz polityków, dorównują ich przekonaniu o własnej wyższości. Mają dyplomy, czasem doktoraty, dostają nagrody przyznawane przez kolegów i generalnie w tym środowisku ma miejsce coś na kształt grupowej sesji onanistyczno-orgiastycznej, gdzie wszyscy starają się zadowolić siebie i towarzyszy, zapewniając ich (i siebie) o inteligencji i jakości warsztatu dziennikarskiego.

Tymczasem Pan Stanowski swoją pozycję wyrąbał w boju, na wolnym rynku pokonując konkurencję.

Nie dzięki wejściu w środowisko, gdzie niezależne myślenie oznaczałoby koniec kariery, więc trzeba było iść wyznaczoną ścieżką i można było głosić największe nawet głupoty, pod warunkiem, że nie naruszały one głównej linii ideologicznej.

Internet raczkował, a rynek i kariera były uzależnione od kilku tytułów, sowicie dotowanych przez zainteresowane określonym przekazem siły krajowe i zagraniczne.

Pani Dominika miała oczywiście „jeszcze” (celowy cudzysłów) atut taty.

Tymczasem Pan Stanowski by przeżyć, musiał tworzyć produkt, który się po prostu sprzeda.

Wykluczało to z oczywistych powodów przekaz, nie tyle na poziomie, co w stylu dysput filozoficznych, z „ęę” i „ąą” po co drugim słowie, co zresztą dzisiaj, w dobie tysięcy podkastów, już trudno komukolwiek dobrowolnie wcisnąć.

Atrakcyjny przekaz oznacza widownię, za nią idą sponsorzy, a w konsekwencji niezależność.

Pan Stanowski stał się „too big to fail” i nieudolna akcja „Gazety Wyborczej” przeciwko „Kanałowi Zero” tylko ją ośmieszyła.

Pani Wielowieyska w drugim z podkastów, o których tu piszemy, ze szczyptą pogardy wytknęła szefowi Kanału Zero, iż wiele razy wymienia on sponsorów podczas omawianej wypowiedzi.

I właśnie Pani Dominiko takie Pani wtręty pokazują, jak bardzo Pani nie ogarnia.

Dzięki temu owi sponsorzy „kochają” Pana Krzysztofa i wykładają na niego kasę. To zaś przekłada się na niezależności od polityków kuszących publicznym groszem za określony przekaz.

Stąd próby odcięcia Kanału Zero od sponsorów.

Jesteśmy wdzięczni „Gazecie Wyborczej”, gdyż to ów dziennik, poprzez swoje ataki, skłonił nas do zainteresowania się Panem Krzysztofem.

Od tego czasu rozmawialiśmy z wieloma ludźmi, którzy oglądali ignorowany przez nas „Kanał Sportowy” i absolutnie wszyscy mówili, iż cenią programy Pana Stanowskiego właśnie za inteligencję.

Stąd pozostali wierni człowiekowi, nie kanałowi.

Wróćmy do Pani Wielowieyskiej.

Klikamy jej podkast i słuchamy pewni, iż Pani Dominika, jak tylu przed nią, będzie chciała pokazać swą wyższość intelektualną nas parweniuszem.

O dziwo, nie przekroczyła granicy, która jak sądzimy, zmotywowałaby Pana Stanowskiego do reakcji.

W zasadzie zwróciliśmy jedynie uwagę na zwrot” „Nie rozumiem, dlaczego Stanowski mnie atakuje.”.

Pani Dominiko… on Pani nie atakuje, on się z Pani nabija.

Praktycznie z każdej Pani poniedziałkowej audycji jesteśmy w stanie zrobić bekę, ale tego nie robimy, bo czasu nie mamy.

Po odsłuchaniu podkastu pomyśleliśmy: „temat zamknięty”.

Jednak nie.

Pani Dominika nie usiedziała spokojnie i wyprodukowała kolejny podkast.

I tu, gdy szef Kanału Zero znajdzie czas, gdyż jak zapowiedział skupia się obecnie na grillowaniu fundacji Pana Dymka, spodziewamy się reakcji.

Pani Wielowieyska zrobiła bowiem to, czego absolutnie nie powinno się wobec Pana Stanowskiego robić.

Z wysokości „intelektualnego Olimpu” (bardzo wielki cudzysłów) skategoryzowała Pana Redaktora jako głupka.

Pan Krzysztof na brak zajęć nie narzeka. Rośnie mu imperium medialne i trzeba pilnować interesu.

Zdaje się jednak Pani Dominika w przekonaniu o swojej zajefajności poszła nieco za daleko.

Powtarza kilkukrotnie zwrot „Trzeba czytać książki”. Ależ to żenujące.

Jedyną głupszą rzeczą, którą mogła Pani powiedzieć byłoby: „Ja jestem mądra, a Stanowski głupi”.

Po pierwsze jaką ma Pani gwarancję, iż Pan Krzysztof nie przeczytał ich więcej niż Pani?

Niech będzie, że zapewne mniej, bo go nie zmuszano, jednak czy na pewno?

Mógł sobie po prostu dobierać lekturę do potrzeb, pewni zaś jesteśmy tego, iż pod względem jakości do ilości, jego biblioteczka przebija pani ścieżkę literacką.

Czy naprawdę nie dostrzega Pani jakich zwrotów, nawiązań, dygresji itp. Pan Stanowski używa?

Jakim językiem się posługuje?

Przecież jego niedbały styl to wypracowana poza, na którą ku naszemu zdziwieniu tak wielu się nabiera.

Bez oczytania, nie jest możliwa taka sprawność językowa.

Oczywiście inteligencja odgrywa tu kluczową rolę. Pozorna niedbałość, nonszalancka poza, którą przyjmuje Pan Stanowski. Tu nic nie jest dziełem przypadku.

Każde przekleństwo pada dokładnie tam, gdzie miało paść.

W ostatecznym podsumowaniu Pani Dominiko liczy się jakość, nie ilość.

Cokolwiek więc Pan Stanowski przeczytał, idealnie uzupełniało się to z jego ścieżką zawodową, rozpoczętą w bardzo młodym wieku (mega atut pod każdym względem).

Miał to szczęście, iż dzięki tematyce sportowej od której zaczął karierę, nie był postrzegany jako zagrożenie, dzięki czemu nie został scancellowany, gdy było to jeszcze możliwe.

Przede wszystkim jednak uniknął typowych dla mainstreamu powiązań, ominęło go zawodowe sprostytuowanie się po drodze na dziennikarskie „salony”.

Czy pogarda ze strony Pani Wielowieyskiej, ze względu na zbyt małą „bibliotekę”, skłoni Pana Stanowskiego do reakcji?

Raczej nie.

Zdziwimy się jednak, jeśli przejdzie do porządku nad zwrotem o „małym rozumku”.

Pani Dominiko… nic jak ten zwrot lepiej nie opisuje tego, co Pani robi podczas materializowania swoich przemyśleń.

Dała Pani Panu Stanowskiemu do ręki straszną broń.

Czekamy na jego nagranie i jesteśmy pewni, iż wielokrotnie padnie tam zwrot „mały rozumek”, niech Pani zgadnie pod czyim adresem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *