Jakiś czas temu, widząc te beznadziejnie durne i prostackie próby zaszkodzenia szefowi Kanału Zero, zastanawialiśmy się, jak my podeszlibyśmy do tematu, gdyby ktoś nas wynajął do zniszczenia jego projektu.
Jest, a może raczej była, tylko jedna droga i opiszemy ją w wolnej chwili.
Jesteśmy świeżo po lekturze artykułu Pani Kim o Panu Stanowskim i ku naszemu szczeremu zaskoczeniu… ten artykuł jest w zasadzie pochwalny, podczas gdy wzorem bohatera textu, spodziewaliśmy się paszkwilu.
Wspomnieć jednak należy, iż Pani Dziennikarka pominęła wiele, wiele niefajnych dla jej środowiska (ogólnie) wątków.
Czy najgłośniejsza była zrzutka dla Pani Malinkiewicz? Nie sądzimy ale z drugiej strony, nie raz już się przekonaliśmy, iż nasza bańka nie dostarcza nam wielu treści, którymi żyje polski Internet.
Rozmyślam sobie czasem nad Panem Redaktorem, zwłaszcza po zapoznaniu się z jego ścieżką życiową i faktem, iż mieliśmy podobny start w podobnym otoczeniu.
Niesamowite jest w ilu rzeczach się z nim zgadzamy. Nie chodzi nawet o poglądy, co o rzeczy, na które zwraca uwagę, sposób rozumowania i artykułowania wniosków, wypowiedzi. Cóż… świat musi zachować swoją równowagę i Pan Stanowski jest w tym kontekście Yang, któremu się udało, a my tym pechowym Yin, niezbędnym jednak by równowaga we wszechświecie istniała. Wszak by dostawca treści mógł funkcjonować, musi istnieć odbiorca jego przekazu.
Szczerze gościa podziwiamy. Z jego wypowiedzi, takich bez beki, wyłania się ogromna wiedza zaczerpnięta nie z książek, które ideologiczne oszołomy każą na uniwerkach czytać (Pani Dominiko :D) ale z pozycji związanych z różnorodnymi aspektami funkcjonowania społeczeństwa, gospodarki, kultury itp. Nieskromnie pozwolimy sobie zaznaczyć, iż mamy tę samą wiedzę ale bez tego elementu, który pozwolił przekuć ją na twardą walutę.
Cóż… Yin i Yang.
Będzie chwila, opiszemy, jak głupki trzeba się było zabrać do zniszczenia Pana Stanowskiego.
ps.
Ach… kurcze belek. Inspiracją do napisania tego textu była okładka Newsweeka z Panem Stanowskim. Chcieliśmy napisać, iż nie wątpimy, iż Pan Redaktor powiesi ją sobie na ścianie.
Być okładkowym wrogiem publicznym. To jest coś!