Czy Prezydent Trzaskowski czytał zalecenia WHO co do edukacji sexualnej? Oto jest pytanie.

Cytat z Onet.pl: „W lutym prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski podpisał deklarację na rzecz społeczności lesbijek, homoseksualistów, biseksualistów i osób transseksualnych (LGBT+) w Warszawie. W dokumencie prezydent stolicy zobowiązał się m.in. do wspierania działań na rzecz edukacji seksualnej zgodnej ze standardami WHO…”.

Przeglądamy więc zalecenia WHO zawarte w „Standardy edukacji seksualnej w Europie”.

Pobieżna lektura pierwszej części opracowania nie budzi kontrowersji, tym bardziej, że jednym z głównych motywów powstania dokumentu są przemiany w społeczeństwach spowodowane powszechnym dostępem do Internetu.

Poza tym nie sposób nie zgodzić się ze zdaniem: „Edukacja sexualna musi być dostosowana do wieku”, czy raczej, jak w innym miejscu zaznaczają autorzy „rozwoju”.

Po czym docieramy do str. 38 i zaleceń co do poruszanych treści.

Grupa wiekowa 0-4 czyli od narodzin do czwartego CZWARTEGO!!! roku życia.

Czy coś trzeba tu dodawać?

Jak rozumieć termin „masturbacja w okresie wczesnego dzieciństwa” w przedziale wiekowym 0-4. Co na to biologia?

Drugi z podkreślonych przez nas fragmentów na pozór brzmi niewinnie. Jednak jego sens zawiera się w tym, że nie ma znaczenia, czy czujesz się dziewczynką czy chłopczykiem (płeć społeczno-kulturalna).

Masturbacja to proces jak najbardziej naturalny i wbrew niektórym zaleceniom, zimny prysznic ma nikłą skuteczność w jej zwalczaniu. Tylko co to ma wspólnego z czterolatkiem?

Termin „płeć społeczno-kulturalna zaś to czysty absurd. Czuje się chłopczykiem lub dziewczynką bo mi tak społeczeństwo mówi?

To kwestia biologii, nie znaczy to jednak, iż tym stwierdzeniem negujemy zagadnienie tożsamości płciowej. Wręcz przeciwnie.

Brak identyfikacji z własną płcią to tragedia i nie można jej w żaden sposób umniejszać, tym bardziej, że zdarzają się przyjścia na świat dzieci z niejednoznacznymi cechami płciowymi. Dzisiejsza medycyna pozwala takim osobom naprawić „błąd natury”, musi to być jednak przeprowadzone w sytuacji pełnej świadomości i konsekwencji podjęcia takiej decyzji.

Umieszczanie tych zagadnień w przedziale wiekowym 0-4 to gorzej niż absurd. To świadoma indoktrynacja jakiejś grupy przekonanej o własnej nieomylności (ot, tacy nowocześni komuniści).

Jakie konsekwencje przyniesie mówienie czteroletniemu dziecku, że dotykanie siusiaka jest przyjemne? To impuls do działania. Dziecko zacznie szukać tej przyjemności w okresie, gdy jego organizm nie będzie wykazywał jeszcze w tym kierunku żadnych skłonności.

Jaki będzie tego skutek?

Podobnie w przypadku mówienia malutkiemu dziecku, że nie ma znaczenia, czy czuje się chłopczykiem czy dziewczynką. Taka postawa wywiera presję na bezbronną istotę, która nie ma żadnej bariery obronnej formowanej z wiekiem i interakcjami z otoczeniem.

Jaki jest sens takiej indoktrynacji gdy do burzy hormonów, czyli okresu w którym dopiero ujawnią się ewentualne nieprawidłowości, pozostało więcej lat, niż dziecko jest na świecie?

Na pewno należy dziecku tłumaczyć możliwie wiernie, z uwzględnieniem jego wieku i rozwoju, sprawy które zaobserwuje, a których nie rozumie. Wpajanie jednak od najmłodszych (dosłownie najmłodszych) lat dziecku przedstawionych powyżej poglądów to jest, proszę państwa, celowe promowanie jakiejś utopijnej wizji świata.

Jak wszystkie utopie musi się to zakończyć katastrofą.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *