Nie! To niemożliwe! Rzecz o tym, dlaczego wyborcy PO i przystawek tak nie lubią bliźnich popierających PiS.

„Postępowa” Polska w szoku. Badania przeprowadzone przez Panią Paulinę Górską (dziękujemy za uczciwość) dowodzą, iż wyborcy Platformy są bardziej agresywni względem wyborców PiS-u niż na odwrót.

Jak my sobie poradzimy z tymi wynikami? Jako przeciwnicy PiS jesteśmy wstrząśnięci. Jak to? To my nie jesteśmy przesiąknięci duchem humanizmu i tolerancji? Nasze otwarte, pozbawione uprzedzeń umysły nie potrafią się zdystansować od klisz i stereotypów, by obiektywnie ocenić czyjąś postawę. Nie potrafimy wykrzesać z siebie tej odrobiny empatii, która pozwoliłaby nam wczuć się w tych zagubionych PiSowców i choć spróbować poznać motywy które kierują ich działaniami.

Szczycimy się swoimi tytułami naukowymi, ale chyba naprawdę ci wykładowcy uniwersyteccy przepuszczali nas tylko dlatego, że pieniądz szedł za studentem i nie chciało im się nas nauczyć, że aby przekonać kogoś do swoich racji trzeba spróbować go zrozumieć, gdyż wyzywanie od ciemniaków, katoli  i moherów ma nikłą wartość jako argument.

Nie, nie. Nie mogliśmy się tak mylić. Gdybyśmy bowiem spróbowali zrozumieć postawy tych ciemniaków moglibyśmy jeszcze odkryć, że stoją za nimi racjonalne powody i realne problemy, a my, przekonani o swojej postępowości i słuszności naszych racji, może nie mamy tej racji tak bardzo.

My, Redaktorzy OKA tak właśnie byśmy myśleli, gdyby nie to, że wyniki badań Pani Pauliny Górskiej (dziękujemy za uczciwość) ) prowadzonych w ramach działalności Centrum badań nad uprzedzeniami, nie są dla nas żadną niespodzianką.

Dwa wypływające z nich wnioski, które najbardziej przeraziły przedstawicieli jedynie słusznej opcji politycznej, to te, iż zwolennicy opozycji bardziej nie lubią PiS niż na odwrót, a niechęć ta rośnie wraz z wykształceniem oraz gorszą sytuacją materialną zwolenników opozycji.

Nas dziwi, że kogoś to dziwi. Charakteryzowaliśmy już wcześniej elektorat opozycji, głównie PO, i wyniki badania pokrywają się z wnioskami płynącymi ze zwykłych społecznych interakcji.

W trosce o naszych przyjaciół nierozumiejących co i jak, publikujemy poniżej krótki poradnik pozwalający wyjść im z szoku po lekturze wyników badań Pani Górskiej (dziękujemy za uczciwość).

Dla jasności przekazu poradnik piszemy w punktach.

Porada 1.

By poznać poglądy PiSowca, trzeba porozmawiać z przeciętnym wyborcą partii PiS.

Uprzejmie informujemy, że wyborcą partii PiS nie jest Stefan W., nie są też nimi młodzieńcy, organizatorzy nawiązującej do Powstania Kościuszkowskiego, akcji z wieszaniem portretów.

Nie są też nimi ludzie którzy za czasów rządów PO-PSL robili zadymy podczas Marszu 11.XI (po wyłączeniu prowokatorów).

Nazywanie tych ludzi pisowcami, to jak nazywanie komunistów Platformersami.

Ludzie określający siebie mianem narodowców głosują na swoje, marginalne ugrupowania. Część z nich zagospodarował Paweł Kukiz, ale jest wątpliwe, by udało mu się utrzymać ten stan.

Zapewne w wyborach prezydenckich, w drugiej turze, po odpadnięciu kandydatów takich jak Pan Kowalski, narodowcy zagłosują za kandydatem PiS, czynią to jednak z motywacji przeciw PO, niż za PiS.

Zasadniczą kwestią jest jednak ta, że w skali kraju są to grupy marginalne i pomimo tego co głoszą jedynie słuszne media jak TVN czy TOK FM ogromna większość społeczeństwa odcina się od postaw szowinistycznych, co wskazywaliśmy przytaczając badania, raczej nie prawicowej 🙂 CNN.

Wreszcie przeciętnym wyborcą PiS nie jest Pani Pawłowicz czy inni politycy tej partii. Oczywiście Pani prof. zagospodarowuje jakąś część elektoratu, wyraźnie jednak widać, w świetle omawianych badań, że jest to elektorat marginalny.

Na koniec proszę sobie wyobrazić, że można zagłosować na PiS jako na mniejsze zło. Wielu ludzi głosowało nie tyle za partią J.Kaczyńskiego, co przeciwko rządom PO-PSL.

Czy potrafisz, kolego/koleżanko z opozycyjnych szeregów, odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego tak głosowali? Próbowałeś/aś się dowiedzieć? (Jeśli nie, to piszemy o tym w różnych miejscach OKA).

Porada 2.

Podstawowym warunkiem nadającym sens rozmowie jest przyjęcie założenia, że możemy nie mieć racji, a przynajmniej możemy nie wiedzieć wszystkiego. W innym przypadku rozmowa będzie akcją misyjną, z poczuciem wyższości mającą na celu nawrócenie na nasze, jedynie słuszne poglądy, rozmówcę. Jako taka będzie całkowicie nieskuteczna.

Porada 3.

Istnieje możliwość, że choć nasz rozmówca np. mniej zarabia albo ma moherowy beret na głowie,  to może mieć większą wiedzę niż my.

To skrajny przykład, ale do dziś śni nam się po nocach relacja członka Redakcji (okres kampanii wyborczej 2007) który od znajomego, mgr filologii (angielski, rosyjski, branża handlowa, ponad dwie DZISIEJSZE średnie krajowe co miesiąc + premie) usłyszał na temat braci Kaczyńskich: „Tak w ogóle to oni mają jakieś wykształcenie?”.

O Potworze Spaghetti! Z iloma zwolennikami PO rozmawialiśmy by ze wstydem zamilknąć, uzmysłowiwszy sobie, że dyskusja nie ma sensu, gdyż poprzedzić by ją trzeba przedstawieniem szeregu faktów, bez znajomości których rozmowa nie ma sensu.

Statystyczny wyborca PO wie że PiS jest zły, a wiedzę tą wyartykułuje z odpowiednimi epitetami, jako dowody podając, jeśli potrafi w ogóle coś konkretnego podać, hasła zaczerpnięte z „liberalnych” (wcale nie liberalnych) mediów. Mało kto z nich tak w ogóle rozumie termin liberalizm, a już praktycznie nikt nie sprawdza prawdziwości bądź kontekstu zaistnienia owych „dowodów”.

Nie można oczekiwać, że każdy będzie ekspertem z socjologii i politologii, zwłaszcza, że dzisiejsze studia wyższe to w zasadzie wstęp do tych dziedzin, warto jednak by było zakorzenić w świadomości naszej tzw. inteligencji, że należy sprawdzić wiarygodność polityka, a najprościej to zrobić weryfikując prawdziwość jego działań z minionych lat oraz przekonać się, czy głoszona powszechnie w mainstreamie jakaś teoria rzeczywiście jest jedyną słuszną, o ile w ogóle słuszną.

Porada 4.

Większość dziennikarzy i (nie spadnij z krzesła) politycy, których uważasz za autorytety, a przynajmniej utożsamiasz się z głoszonymi przez nich hasłami ma prywatny interes w tym by atakować PiS.

Każda firma, również medialna, ma swoich szefów, a ci, jak wiadomo wypłacają wynagrodzenie.

Co więcej. W minionym dwudziestopięcioleciu wykształciła się w Polsce elita, połączona wspólnotą interesów. Przecież przed 2015 r. w mediach i polityce dominowali na przemian ci sami ludzie, których szeregi poszerzały się o namaszczonych przez nich np. asystentów i przyjaciół dokooptowanych do swojego środowiska, a którzy tym samym nie zagrażali ich pozycji.

Proszę zwrócić uwagę, że na nagraniach np. z „Sowy…” biznesmeni i politycy mówią do siebie na ty, często zdrobniając imiona.

Czym była polityka „ciepłej wody w kranie”?

Nie robimy radykalnych ruchów. Wszystko pozostaje tak jak jest. My spijamy śmietankę, podczas gdy wy pracujecie na jakie takie życie.

Media i „jedynie słusznych” polityków złączył sojusz kieszeni, który silniejszy jest niż każda ideologia. Wśród szczytnych haseł o przyszłości narodu, ci ostatni wydłużyli wiek emerytalny. Jakież to poświęcenie z ich strony.

W końcu narażeni są oni na szkodliwe czynniki w pracy, jak wdychanie zapachu świeżego druku z gazety o poranku, czy szarganie własnych nerwów przy opieprzaniu podwładnych i asystentów bądź, w biznesie, zastanawianiem się nad wysokością premii dla pracowników. Ty, zaś, reszto narodu, wdychaj opary mgły olejowej przy maszynach, niszcz stawy przy pracy na taśmie, nadwyrężaj kręgosłup i rób to z pokorą, gdyż twoja praca, w odróżnieniu od elit, zależy od koniunktury gospodarczej. I nie licz na to, że będziesz się cieszyć spokojna starością.

Sytuacja z barykadowaniem się elit miała miejsce od początków ludzkości, lecz zawsze dochodziło do tego, że po osiągnięciu punktu krytycznego, gdy liczba pozbawionych śmietanki osiągała skalę umożliwiającą odsunięcie dotychczasowych środowisk od władzy, następowała ich wymiana.

Czasami ta wymiana miała bardzo nieprzyjemną formę.

Dzisiaj jest to bardziej skomplikowane, gdyż powiązania pomiędzy elitami mają charakter międzynarodowy, co wyraźnie widać od trzech lat.

Wyjaśnienie.

Na koniec wyjaśnimy szokujący dla opozycji wniosek z badań Pani Górskiej (dziękujemy za uczciwość), iż niechęć zwolenników opozycji do zwolenników PiS jest większa niż na odwrót i rośnie ona wraz z wykształceniem oraz gorszą ich sytuacją materialną.

Po pierwsze wykształcenie o niczym dzisiaj nie świadczy. Podkreślanie, że się jest magistrem to autokompromitacja, w sytuacji gdy z różnych uczelni humanistycznych dochodzą głosy wykładowców, iż studenci nie potrafią napisać poprawnie skonstruowanego tekstu, a poziom wiedzy merytorycznej jest po prostu tragiczny.

Oczywiście uczelnia żyje ze studentów, więc… chwalimy się, że tak szybko jak u nas, nigdzie nie przybywało ludzi z wyższym wykształceniem. Liczy się jednak jakość.

Niestety nawet tytuł doktora niewiele już znaczy. Wielu obecnych doktorów, zasiadających sobie na różnych wygodnych posadkach i nudzących się z braku uczciwej pracy, postanowiło dodać sobie znaczenia wykupując na uczelni tej czy owej otwarcie przewodu.

Głośna swego czasu była sprawa prezesa BCC Marka Goliszewskiego, fragmenty dysertacji którego, na uniwersyteckim podwórku, czytali sobie dla uciechy studenci. W tym miejscu należą się wyrazy szacunku dla Pana Jacka Żakowskiego, którego akurat w takich kwestiach jak najbardziej popieramy. Dzięki niezasłużonemu, naszym zdaniem, autorytetowi jakim się cieszy, Redaktor Żakowski potrafi skutecznie nagłaśniać podobne patologie.

Niezależnie, z jakimś tytułem czy nie, główny problem ze zwolennikami opozycji wiąże się z tym, że uważają się oni za lepszych od zwolenników partii Kaczyńskiego. Ma to wynikać tylko z faktu, że oni tej partii nie popierają. I tu jest źródło wyników badań Pani Górskiej (dziękujemy za uczciwość).

Przeciętny wyborca PO (skupimy się na PO, gdyż to zwolennicy tej partii dostarczali nam przez lata dowodów na poparcie stawianych tu tez), uważa się za lepszego, mądrzejszego, i po prostu fajniejszego niż wyborca PiS.

W minionych latach przyznanie się do popierania partii Kaczyńskiego spotykało się z potępieniem i jeśli nie z natychmiastowymi inwektywami pod adresem J.K. , to np. uwagami (ze strony przyjaciół) „Nie rozumiem. Przecież mądry z ciebie facet/babka, a popierasz tego (inwektywa)”.

Skoro więc człowiek uważa swoją grupę za lepszą niż inna, z miejsca będzie ją dyskredytował, przecież nikt nie chce się zadawać z gorszymi od siebie. Dehumanizacja pozwala zaś utwierdzać się w tym przekonaniu.

W tych okolicznościach zwiększaniu nienawiści sprzyja zarówno pseudowykształcenie, jak i niesatysfakcjonująca pozycja majątkowa. „Mam tytuł naukowy więc muszę być lepszy od tych ciemniaków”, a w drugim przypadku: „Dlaczego nie mogę sobie pozwolić na wszystko co chcę, skoro jestem lepszy od tych ciemniaków”.

Pomogliśmy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *