Pomagamy prof. Matczakowi, czyli o tym, jak tytuły naukowe sprzyjają demagogi.

Pomagamy prof. Matczakowi, czyli o tym, jak tytuły naukowe sprzyjają demagogi.

Pan prof. Matczak będzie, jak sądzimy, ministrem sprawiedliwości gdy PiS zostanie odsunięty od władzy. Jest wszak jeszcze dosyć młody.

Prawdę mówiąc mamy nawet na to nadzieję, gdyż alternatywa w postaci byłego ministra Borysa Budki nas przeraża. Pomińmy już kwestię mokrego mopa i jego charyzmy. Nas niepokoi przede wszystkim brak poczucia humoru u Pana Budki, a wszyscy wiemy czego oznaką jest poczucie humoru.

Prof. Matczak skłonił nas do następującej refleksji: czy wykształcenie ma związek z moralnością? Czy w parze z tytułami naukowymi oraz przynajmniej teoretycznie zdobywaną wraz z nimi wiedzą, nie powinny iść wyższe standardy moralne? W idealnym świecie może i tak, a jak w realnym?

Wykształceni ludzie (tak naprawdę, nie papierowo), posiadający dar elokwencji, potrafią sprawnie władać podstawową w demokracji bronią jaką jest demagogia.

Dzięki opanowaniu jej warsztatu można, zarysowawszy szczytny cel, naginać i przeinaczać, manipulować i insynuować, osłaniając się prestiżem tytułu naukowego.

Poniżej zamieszczamy nagrania wypowiedzi prof. Matczaka z rozmowy z Redaktorem Lizutem (TOK FM, audycja „A teraz na poważnie”), z lipca 2018 r. Cóż… Pan Profesor brzmi bardzo autentycznie ale nie wiemy co by było gorsze, jego autentyczna wiara w to co mówi, czy świadoma manipulacja.

W pierwszym bowiem przypadku byłaby to dość poważna kompromitacja pod względem zawodowym.

Niech więc Profesor przemówi:

Omówienia wymagają dwie kwestie.

Panie Profesorze!

Targowiczanie chcieli bronić panującego w Polsce systemu prawnego zwracając się o pomoc do sąsiada. Pan, podpisując się pod listem, apelem o interwencję będącym inicjatywą prof. Sadurskiego, robi dokładnie to samo.

Zakładając iż mają Panowie rację i rząd Prawa i Sprawiedliwości zmienia obowiązujący w Polsce ustrój, to jest to dokładnie to samo co uczyniono podczas finału Sejmu Wielkiego.

Konstytucję 3 Maja, przeciw której Targowica wystąpiła, uchwalono niezgodnie z prawem, wykorzystując nieobecność potencjalnie nieprzychylnych posłów podczas przerwy świątecznej.

Targowica broniła więc dotychczasowego prawa funkcjonującego w RP Szlacheckiej, które zmieniała przyjęta Konstytucja.

Sęk w tym, że dotychczasowe prawo było złe dla kraju, anarchizowało Polskę, a reformy Sejmu Wielkiego z wieńczącym go zamachem stanu w postaci Ustawy Majowej, miały poprzez wzmocnienie władzy centralnej umocnić kraj na arenie międzynarodowej.

Czyż nie wzmocnienie władzy centralnej Zjednoczona Prawica przeprowadza?

Nasi sąsiedzi, przeżywający w XVIII w. czasy swojej świetności, funkcjonowali jako monarchie absolutne, zwane oświeconymi i każda z nich było wzmocnieniu RP Szlacheckiej przeciwne.

Skutecznie wcielały w życie zasadę, by tępić warcholstwo u siebie, a sprzyjać mu u sąsiadów.

Dlaczego w Petersburgu zawiązano Konfederację w Targowicy (czyż nie piękne to zdanie :D)?

Szczęsny-Potocki, Rzewuski i Branicki bronili swojej uprzywilejowanej pozycji.

Dostrzega Pan analogię z tym co Pan robi, Panie Profesorze, reprezentując środowiska prawnicze przeciwne reformom?

Można całą sprawę ubierać w piękne deklaracje, w rzeczywistości jest to po prostu obrona własnej grupy.

List prof. Sadurskiego, pod którym również i Pan złożył podpis to nic innego, jak współczesny odpowiednik Targowicy.

Drugi wątek który nas zadziwia w wypowiedzi prof. Matczaka, to prawda objawiona, jaką najwyraźniej w świadomości Pana Profesora stało się referendum unijne z 2003 r.

Pana stanowisko przypomina nam postawę fanatyka religijnego, który przyjął jakiś dogmat za niepodważalny, nie podlegający dyskusji i w oparciu o niego konstruuje wizję świata, nie licząc się z obiektywnymi czynnikami.

Takie myślenie jest dopuszczalne jedynie w przypadku praw człowieka, przyjętych jako podstawowy konstrukt. Nadawanie takiej samej rangi wynikowi referendum to dla prawnika kompromitacja.

Co to znaczy, że suweren zdecydował i tak ma być.

Schodząc na ten poziom argumentacji można powiedzieć, że żona pozostaje w związku, choć jej mąż ją bije, a taki fajny był przed ślubem.

Co jeśli suweren po jakimś czasie będzie uważał inaczej? Przecież to fundament demokracji, że społeczeństwo, np. w wyborach, będących w końcu formą referendum, często zmienia swoje zdanie.

Suweren w państwach zachodnich robił tak nie raz, w referendach właśnie, jeśli chodzi o kwestie związane z funkcjonowaniem UE.

Unia Europejska jest ciałem dynamicznym. Zmieniała się, cofała pod wpływem referendów narodowych, czy rozgrywek poszczególnych państw w obronie swoich interesów.

Pana zdaniem z powodu referendum akcesyjnego Polska powinna odtąd wszystkiemu co płynie z Brukseli przyklaskiwać? Jakieś negocjacje? Wypracowanie kompromisu?

Pamięta Pan jeszcze Traktat z Nicei? Miał określać pozycję Polski w UE i był korzystny dla naszego kraju. Długo nie pookreślał.

Stanowisko które Pan prezentuje to kompromitacja dla prawnika. Prawo, również międzynarodowe, ma być stabilne ale postulowanie by stanowiło nienaruszalny dogmat to parodia.

Chyba jedynymi trwałymi przykładami prawa stanowionego są postanowienia Kongresu Wiedeńskiego o neutralności Szwajcarii oraz ustanowiony tam protokół dyplomatyczny. Nie maja one jednak z procedurami demokratycznymi i suwerenem wiele wspólnego, a swoją długowieczność zawdzięczają temu, że nie naruszają czyichkolwiek interesów, są absolutnie neutralne dla wszystkich stron (no… wiadomo po co ta neutralność Szwajcarii była ale i tak się wszystkim opłaciła).

Referenda zaś mają to do siebie, że lubią się powtarzać, gdy klimat polityczno-społeczny ulega zmianie.

Mówienie więc w roku 2018, że coś musi być tak, a nie inaczej, bo w 2003 r. suweren tak zadecydował, to najczystsza forma demagogii. Zresztą po to ustanowiono Traktat Nicejski, by zachęcić Polaków do akcesji. Skoro więc wkrótce potem odszedł on w niebyt, to złośliwie można by powiedzieć, że czyni to referendum nieważnym.

Przecież to normalne, że w każdej organizacji, również międzynarodowej, o kierunku zmian decydują gry interesów, utarczki, spory i w rezultacie zawierane porozumienia.

Robi Pan z referendum unijnego świętość, niech Pan sobie przypomni jak kombinowano, by zdobyć ponad 50% głosów. 😀 Unikano tematów, o których teraz się mówi, bo przecież zgodziliśmy się na nie w referendum. Dwa dni głosowania. Cel uświęca środki.

Cóż… demokracja to elastyczna kreatura i manipulowanie jej zasadami nie podoba się zawsze tym, którzy w danym momencie są od możliwości naginania jej zasad odsunięci.

Kolejne nagranie:

i jeszcze jedno:

I kolejna dawka demagogii dla nieobeznanego z prawem słuchacza.

Domaganie się interwencji obcych państw uzasadnia Pan przykładami z torturami i przemocą domową.

Zarówno tortury, jak i przemoc domowa to naruszenie fundamentalnego prawa człowieka, jakim jest prawo do życia, gdyż w swej istocie stanowią jego zagrożenie.

W przypadku łamania podstawowych praw człowieka, osoba pokrzywdzona ma prawo, a nawet obowiązek, skorzystać z każdej możliwości pomocy. Ba! To w europejskich demokracjach w zasadzie jedyna przesłanka uzasadniająca wszelkie działanie, włącznie z możliwością użycia przemocy wobec atakującego, gdy zagraża on naszemu życiu (obrona konieczna).

Dowodzi Pan, że skoro w przypadku tortur można dochodzić sprawiedliwości poza granicami państwa, to można i w przypadku domniemanego łamania niezależności sądów.

Jakież to więc zastrzeżenie wysunęły organy unijne wobec „reform” rządu PiS? Nierówny wiek emerytalny sędziów kobiet i mężczyzn. Z tym akurat się zgadzamy, gdyż to czysto intelektualna praca i nie ma powodu różnicować wieku.

Niemniej ciężar zarzutu powala.

Oczywiście kwestię funkcjonowania sądów jak najbardziej, zwłaszcza w kontekście Karty Praw Podstawowych można powiązać z prawami człowieka.

Tylko że póki co nie ma do tego podstaw.

Próba odwołania prof.Gersdorf łamała dosłowny zapis Konstytucji i władza się z tej decyzji wycofała, jednak wszystkie pozostałe posunięcia większości sejmowej w zakresie sądownictwa są kwestią interpretacji zapisów Ustawy Zasadniczej.

Oczywiście większość środowiska sędziowskiego uważa, że Konstytucja jest łamana. Opierają się oni jednak wyłącznie na dotychczasowej praktyce i na dotychczasowej interpretacji przepisów.

Funkcjonowali w tej rzeczywistości przez szereg lat i w ramach takiej, a nie innej interpretacji niejednoznacznych zapisów konstytucyjnych budowali swoje kariery i pozycję. Byłoby dziwne, gdyby nagle przychylili się do odbiegającej od dotychczas funkcjonującej praktyki.

W tym kontekście winić za całą sprawę należy autorów Konstytucji, to zresztą nie pierwszy tego typu przypadek.

Oczywiście dokonujemy tu interpretacji przychylnej rządowi.

Konstytucja jest oparta na prawach człowieka, ale jej poszczególne zapisy to środki mające służyć ich przestrzeganiu. W przypadku gdy nie są one jednoznaczne, podlegają one uszczegółowieniu w aktach prawnych niższego rzędu.

To właśnie robi obecna władza i póki co nie można stwierdzić, iż ma miejsce łamanie praw podstawowych.

Nie jest wykluczone że do tego dojdzie ale również nie jest wykluczone, że po okrzepnięciu zmian sądy będą działały sprawniej i skuteczniej realizowały swoje zadania w duchu praworządności.

Dopóki więc nie są łamane prawa człowieka, jeśli Panu nie podoba się „dobra zmiana”, jedyną drogą odsunięcia jej od władzy są demokratyczne wybory. Zwracanie się o obcą interwencję w tej sytuacji jest Targowicą.

Jeśli wybory odbywają się zgodnie z zasadami zapisanymi w Konstytucji, a zawarte tam „przymiotniki” nie budzą zastrzeżeń pod kątem zasad demokratycznych, zwracając się o interwencję do zagranicznych sił, dąży Pan do wywarcia presji w zakresie suwerennych kompetencji demokratycznie wybranych władz.

Jeśli uważa Pan, że Pana walka jest słuszna, proszę apelować do wyborców o głosowanie zgodne z Pana apelami. Nikt nie zabrania Panu wypowiadać się i jest to najlepszy dowód na to, iż mówiąc o końcu praworządności w Polsce nie ma Pan racji.

Gwarancją takiego stanu są tzw. „wolne media”, a chyba Pana wizyty w TOK FM dowodzą, iż antyrządowe media mają się dobrze.

Głupio się czujemy tłumacząc profesorowi prawa takie podstawy.

Oczywiście nie potrzeba władzy kontrolującej sądy, by dochodziło do łamania przez nie praw człowieka. W takich przypadkach znajdują zastosowanie Pana słowa o zwracaniu się do międzynarodowych trybunałów. Ma to miejsce od lat, a obywatele polscy są zdaje się w czołówce skarżących.

Niedawno miał miejsce przypadek żywcem wyjęty z Pana słów. Do Trybunały Praw Człowieka, wspierana przez Helsińską Fundację Praw Człowieka, skargę złożyła kobieta dowodząca, iż Polska przyzwala na tortury. Sąd mianowicie nie nakazał jej bratu opuszczenia mieszkania, pomimo wieloletniego znęcania się nad nią.

Tylko co to ma wspólnego z rządami Zjednoczonej Prawicy? Pokazuje to raczej, że sądownictwo potrzebuje zmian, a tym się przeciwstawia Pana środowisko.

Podobne przypadki to problem systemowy, trwa on od początku III RP i z obecną władzą nie ma nic wspólnego. Takie patologiczne sytuacje zdarzają się od narodzin naszego „niezawisłego” sądownictwa.

Miałby Pan rację, gdyby sądy, w oparciu o wolę ustawodawcy,  sankcjonowały łamanie praw człowieka. To jednak nie ma miejsca.

Oczywiście i bez odpowiednich zapisów prawa sędziowie mogą dopuszczać się nadużyć, gdy wyczuwając „atmosferę w kraju”, chcą przypodobać się władzy i liczą np. na szybszą karierę.

W takich jednak przypadkach droga do międzynarodowych sądów jest otwarta, z czego Polacy od lat korzystają.

W PRL można było dochodzić sprawiedliwości jedynie przed krajowymi sądami, co było działaniem heroicznym. Konstytucja z 1952 r. gwarantowała wolności i swobody, a nic z tego nie wynikało. Rozdział o podstawowych prawach i obowiązkach był w niej najdłuższy, ale niech za całe jego podsumowanie wystarczy zdanie, iż: „Nadużywanie wolności  sumienia i wyznania dla celów godzących w PRL jest karalne”.

Uwzględniając powyższy fakt, oraz to,  że nie pochodzące z demokratycznych wyborów władze wykluczały z życia politycznego część społeczeństwa, zwracanie się do zagranicy z powodów, które Pan dzisiaj podnosi, było wówczas w pełni uzasadnione.

Chce Pan cofnięcia reform PiS? Niech Pan namawia do głosowania na opozycję.

Wracając jeszcze do przywołanych przez Pana tortur.

Oczywiście nie wątpimy, że np. podczas interwencji policji zdarzają się przypadki które można zakwalifikować jako tortury (rażenie paralizatorem zatrzymanego na posterunku) nie są to jednak przypadki systemowe i nie ma przyzwolenia na takie i podobne postępowanie.

Czy Pan, bądź ktoś inny z apelujących o interwencję (sic!) czuje, że jego życie jest zagrożone w skutek czynnego bądź biernego przyzwolenia państwa? Może wolność słowa?

Pamięta Pan wkroczenie komandosów do mieszkania właściciela strony antykomor? Przypomnimy Panu, że to było w czasach PO-PSL i było to ewidentnym naruszeniem wolności słowa.

Oskarża się obecną władzę o propagowanie języka nienawiści i przywołuje się w tym kontekście, nawiązujące do Powstania Kościuszkowskiego, wieszanie portretów. Tylko że to było uczynione w świetle kamer. To była ewidentnie akcja polityczna grupy narodowców piętnująca, ich zdaniem, pewne postawy.

Jeśli chce Pan zobaczyć dosłowne nawoływania do popełnienia zbrodni, zapraszamy dwa artykuły poniżej, do obejrzenia screenów pochodzących z facebookowych profili osób tytułujących się”obrońcami demokracji”.

 

Na koniec nasze małe wyznanie, by nie uważali Państw, że jesteśmy przeciwni obecności Polski w UE. Jesteśmy jak najbardziej za. Niestety gdy ktoś podnosi zdroworozsądkowe argumenty, dowodzące, iż w Unii nie wszystko działa super, dostaje etykietkę „unioexitowca”.

Opozycja zarzuca politykom PiS chęć wyprowadzanie nas z UE i jest to atak praktycznie idealny. Z miejsca spycha on do defensywy, tłumaczenia się, a wiadomo, że kto się tłumaczy, ten jest winny.

Tymczasem kluczową kwestią jest nie to, czy Europa powinna się dalej integrować, tylko jak powinna to robić.

Nasza Redakcja gorąco popiera integrację Europy, dokonującą się poprzez brak ograniczeń w przepływie ludzi, towarów i usług na jej terytorium. Mamy również nadzieję na integrację polityczną, inspirowaną oddolnymi ruchami, a nie narzuconą odgórnie.

Słowo klucz: „oddolnie”. Europa się zjednoczy politycznie, gdy ludzie będą tego chcieli, a to wymaga czasu i wszystko było na dobrej drodze, dopóki niektórzy nie poczuli, że wiedzą lepiej od innych, co jest dla nich dobre.

2 myśli nt. „Pomagamy prof. Matczakowi, czyli o tym, jak tytuły naukowe sprzyjają demagogi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *