J.Piłsudski byłby dumny z J.Kaczyńskiego.

To fakt.

Zanim jednak przejdziemy do omówienia tej kwestii, pomożemy jeszcze raz opozycji.

Nie do końca wiadomo, co J.Kaczyński miał na myśli mówiąc: „Ostatni możliwy termin […]. Nie ma żadnej możliwości przeprowadzenia kolejnych zmian”.

Tak więc na wypadek gdyby władzy „się musiało” zrobić pewne nieładne rzeczy, a opozycja poczuła się zobowiązana do wykrzyczenia tego i owego w Sejmie, zapraszamy do zapoznania się z technikami obrony jakimi w międzywojniu posługiwała się opozycja na sali sejmowej:

(fragment wspomnień premiera II RP (1936-39), gen. F.Sławoja Składkowskiego, „Strzępy meldunków”.)

 

W narracji dzisiejszej opozycji, postać J.Piłsudskiego towarzyszy J.Kaczyńskiemu w dwojakim kontekście.

W pierwszym przypadku wyśmiewa się prawdziwe bądź domniemane wzorowanie się szefa PiS na postaci Marszałka, w drugim ostrzega przed dążeniami do przeprowadzenia zamachu stanu, na wzór majowego z 1926 r.

Poszukajmy podobieństw.

Zarzucano J.Kaczyńskiemu, iż będąc liderem partii, nie objął osobiście teki premiera, rządząc poprzez wiernych sobie, najpierw Panią B.Szydło, a obecnie Pana M.Morawieckiego.

Prosimy uprzejmie krytyków o wyplucie tych słów, jeśli bowiem J.Kaczyński rzeczywiście wzoruje się na postaci Marszałka, to lepiej jest jak jest, gdyż przywódca legionów zrezygnował z funkcji premiera z takiego oto powodu:

 

Nie wiemy, bo i nikt  tego wiedzieć nie może, czy słynny PPS-owski terrorysta byłby zadowolony z prawa przez obecny obóz rządzący stanowionego. Niewykluczone, gdyż istnieją ku temu przesłanki.

Jednak pewne jest, iż byłby zachwycony metodami ustanawiania owego prawa i obsadzania stanowisk.

(W poniższym fragmencie przerwa po zwrocie „z tym”, zaznaczona jest w tekście wspomnień kilkoma kropkami, co oznacza, iż Marszałek użył niecenzuralnych słów. Nie jest to jedyne takie miejsce.)

 

Pod tym względem to dosłownie reinkarnacja, z tym zastrzeżeniem, iż Marszałek klął jak szewc, a jak wiemy J.Kaczyński jest prawdopodobnie jedynym polskim politykiem, który nie używa wulgaryzmów.

Jeśli zaś chodzi o kompetencje. Czy po wysłuchaniu poniższego fragmentu nie wskakuje przed oczy automatycznie pewien Pan Minister?

 

Z „barwnym” słownictwem Naczelnika Państwa można się zapoznać w opublikowanych wywiadach Marszałka, w których odnosi się on do, szczerze nielubianej, Konstytucji Marcowej.

Szkieletem Ustawy Zasadniczej z 1921 r. była obawa przed objęciem przez J.Piłsudskiego urzędu Prezydenta, stąd przysługujące temu stanowisku uprawnienia były symboliczne.

Ciężar rządów w państwie ulokowany został w rozdrobnionym politycznie Parlamencie, który szybko stał się areną niezbyt „parlamentarnych” starć, przenoszących się z sal sejmowych na ulice i z powrotem.

Młode państwo, z próbującymi rozerwać jego integralność siłami wewnątrz, otoczone było w dodatku wrogimi sąsiadami, stąd słaba władza wykonawcza i nieustające spory parlamentarne wydawały się nie stwarzać optymistycznych perspektyw dla ciągłości II RP.

(Jak pokazała przyszłość silna też nie pomogła.)

W tej sytuacji J.Piłsudski jawnie wyrażał swoje zdanie na temat ustroju wprowadzonego na mocy Konstytucji Marcowej. Jedno z bardziej cenzuralnych określeń brzmiało „konstytuta prostytuta”.

Dygresja współczesno-ustrojowa.

W tym miejscu serdecznie pozdrawiamy twórców Konstytucji z 1997  r. z nieustająco się tym chwalącym M.Borowskim.

Ustawienie władzy w III RP nie do końca wiadomo gdzie, choć zaliczamy się do systemów parlamentarno-gabinetowych, dało szansę pokazania wielu politykom i dziennikarzom jakimi są „obiektywnymi ludźmi”.

Chociaż ciężar władzy spoczywa w Sejmie i wybieranym przez niego rządzie, to pozostawiono Prezydentowi kilka istotnych uprawnień, z vetem prezydenckim na czele i udziałem w kształtowaniu polityki zagranicznej.

W teorii miał to być czynnik stabilizujący, wymuszający kompromisowe rozwiązania.

Gdy więc L.Kaczyński usiłował korzystać z przysługujących mu uprawnień, radośnie chamsko szkalowano go w wiadomych mediach.

Teraz z kolei nie podoba się, gdy Prezydent wzorowo współpracuje z rządem.

Oczywiście troszkę żartujemy. Wszyscy(?) wiedzą o co chodzi, jednak czy nie jest to jeszcze jeden argument za nowelizacją Konstytucji albo przynajmniej mówieniem prawdy.

To jeden z wielu przykładów dowodzący, iż twórcy miłościwie nas regulującej Ustawy Zasadniczej kierowali się ideałami, a nie realiami.

Od kiedy „ideały” są złe? Od zawsze. Zakładają dobrą wolę, uczciwość itp., tymczasem owe niewątpliwie szlachetne cechy znikają gdy pojawia się jakaś korzyść.

Koniec dygresji.

Po odejściu Marszałka od polityki w 1923 r., sprezentowany mu przez legionistów pałacyk stał się miejscem spotkań ze zwolennikami, a po zamachu majowym dosłownie „centrum dowodzenia Rzeczpospolitą”.

J.Piłsudski dowodził oczywiście z każdego miejsca w którym przebywał, niemniej dworek w Sulejówku urósł do rangi symbolu i ładnie kojarzy się z pewną willą na Żoliborzu.

Odwiedzający nie kryli radości:

 

Powyższe co prawda bardziej się kojarzy ze słowami Sławomira Nowaka o D.Tusku „…jest dotkniętym przez Pana Boga geniuszem”, ale niewykluczone, iż w przypadku lidera PiS w grę wchodzą podobne emocje.

Od pięciu lat kreśli się przed nami wizję Prezesa, wzywającego do siebie partyjnych i państwowych funkcjonariuszy i rozdzielającego swoje łaski.

Biorąc zaś pod uwagę, iż ludzie mający „zdanie odrębne” zakończyli swoje kariery w PiS, przebieg spotkań wydaje się być podobny.

 

Można również dostrzec pewne analogie w traktowaniu najważniejszych przedstawicieli państwa:

 

Nie jest również tajemnicą, iż sam dostęp do „ucha Prezesa” zapewnia awans w hierarchii.

 

Chyba jednak największy aplauz Marszałka wzbudziłby sposób stanowienia prawa przez Zjednoczoną Prawicę.

Fakt, iż prawo tworzy się w jedną noc i w tempie błyskawicy przemierza ono całą ścieżkę legislacyjną, zaburzoną obecnie przez opozycyjny senat, wprawiłby w zachwyt J.Piłsudskiego.

Są co prawda okrzyki o łamanie tego czy owego, ale władza się nie przejmuje i robi swoje.

Jest to dokładne spełnienie wizji Marszałka, w której sprawnie stanowi się prawo dla dobra ojczyzny (rzecz oczywiście względna) a nie marnuje czas na jałowe spory.

Opozycja zapowiada, iż po przejęciu przez nią władzy Trybunał Stanu będzie miał dużo pracy. Ze wspomnień Sławoja-S. wynika, iż w międzywojniu Trybunał działał podobnie energicznie jak w III RP.

 

Oczywiście odrzucamy myśl, iż „przygotowanie” do składania zeznań może przybrać podobną formę.

 

Warto się zastanowić, czy partycypujący w dobrej zmianie, będą równie lojalni co Sławoj-S.

 

Tego fragmentu nie skomentujemy:

 

Wniosek jest jeden. Jeśli J.Kaczyński zachowuje się tak, jak to przedstawia opozycja, to Piłsudski byłby z niego dumny.

ps.

Zamieszczone w tym artykule fragmenty to malutka próbka wspomnień Felicjana Sławoj-Składkowskiego. Serdecznie polecamy całość.

Jedna myśl nt. „J.Piłsudski byłby dumny z J.Kaczyńskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *