Klimat się zmieniał, zmienia i zmieniał się będzie. Tak jest i było zawsze i wszędzie.

Poniższy materiał dotyczy przekazywanych w mainstreamowych(1) mediach treści związanych z tzw. zmianami klimatycznymi, ekologią, itp. Naszym zdaniem noszą one często znamiona propagandy, wybiórczo dobierając treści i manipulując faktami.

Przez cały kwiecień atakowały nas zewsząd informacje o suszy, która sprawiła, iż w tym roku będzie tragedia jeśli chodzi o zbiory zbóż, warzyw i owoców.

Powyższe wypowiedzi miały tryb dokonany. To były autorytarne stwierdzenia, iż sprawa jest przesądzona.

Od początku maja cicho w tym temacie. Dlaczego? Leje i leje.

Klimat jest z natury rzeczy dynamiczny i anomalie pogodowe są czymś naturalnym (hmmm… naturalne anomalie).

Na naszym wewnętrznym forum redakcyjna koleżanka wrzuciła dzisiaj, tj. 06.05.2020 (publikacja artykułu 18.05.2020) opatrzony wściekłymi emotkami komentarz, oddający jej wrażenia po powrocie ze spaceru z psem. W „wygładzonym” skrócie brzmiał on: „Gdzie to ocieplenie?”.

Zmobilizowało nas to do stworzenia niniejszego textu.

Zauważyli Państwo, iż w owym rzeczywiście suchym kwietniu (czego skutkiem były pożary),  nie mówiło się o ociepleniu. Opadów faktycznie było mało, ale wcale nie było ciepło. Słonecznie, bezchmurnie i bez deszczu, ale nie nadzwyczaj ciepło. Jak sobie z tym poradzono? Unikano terminu „ocieplenie”. (Dla zasady zaznaczamy, iż zimowe miesiące 2019-2020 faktycznie były w Polsce cieplejsze niż średnia.)

Słuchamy, w naszym coraz mniej ulubionym TOK FM, katastrofalnych opowieści płynących z ust młodych aktywistów jaka to będzie tragedia. My tego nie wiemy, może będzie ale…

Przypadkowo trafiliśmy (jadąc autem) w którejś z rządowych stacji radiowych na rozmowę z jakimś starszym profesorem. Wiek jest tu niestety ważny, gdyż co i rusz się przekonujemy o niekompetencji młodych niby naukowców, a w rzeczywistości aktywistów. Ów profesor stwierdził, iż owszem, opady były niskie ale kwietniowa temperatura wcale nie była wysoka, a z wieszczeniem suszy powstrzymajmy się jeszcze trochę. Kluczowy będzie maj i to od opadów w tym miesiącu zależeć będą losy rolnictwa i sadownictwa.

I co? Od początku maja opady. Dzisiaj (07.05.2020), podobnie jak wczoraj 2-3 stopnie przy gruncie w nocy, a w Tatrach śnieg.

Tak właśnie wygląda dyskusja na tematy klimatyczne. Ideały + ekobiznes kontra nauka i doświadczenie.

Lobby ekologiczne określa się czasem terminem „ekoterroryzm” bądź „ekofaszyzm”. W tym drugim przypadku to całkowita pomyłka. Zarówno faszyści jak i naziści mieli twardą doktrynę i nawet jeśli rzeczywistość zaczęła odstawać od teorii, a część propagandowych haseł dezaktualizowała się, to twardo stano na gruncie dogmatów. Taką postawę narzucił sam Hitler dowodząc, iż nie wolno przyznawać się do błędów bo to może rodzić wątpliwości w narodzie.

Komuniści, choć „techniczna” strona ich działalności to często lustrzane odbicie nazizmu, w kwestii propagandy zajmowali skrajnie odmienną pozycję.

Potrafili z dnia na dzień zmienić całkowicie narrację w jakiejś kwestii. Po zmianie głoszono, iż zawsze tak było.

W pierwszych latach krzepnięcia porewolucyjnego systemu fikołki takie dotyczyły np. kwestii kultury czy obyczajowości, a nieco później, już za Stalina, ludzie wierni doktrynie Lenina byli skazywani za odstępstwo od niej.

I tu wchodzimy na poletko ekokomunistów. Tak, komunistów, gdyż część „ekologów”, w zależności od tego co się akurat dzieje z pogodą, przeskakuje na jakby z góry przygotowane ścieżki narracyjne.

Gdy kilka lat temu w miesiącach ciepłych utrzymywała się przez jakiś czas niższa niż średnia temperatura, w „ekologicznym” przekazie pojawiło się twierdzenie, iż „Skutkiem globalnego ocieplenia będzie globalne ochłodzenie”.

W zasadzie nie tyle „pojawiło” co wyciągnięto je, gdy zaistniały odpowiednie po temu okoliczności.

Niezależnie jak głupie może się to wydawać, są naukowcy, którzy właśnie taki efekt topnienia lodowców przewidują. (My nie uważamy tej teorii za głupią, to po prostu jedna z koncepcji warta rozważenia jak każda inna).

Przypominamy, iż piszemy tu o mainstreamowym przekazie, który nosi znamiona propagandy. Nie o fachowych serwisach poświęconych klimatowi, stąd powyższy termin „głupie”. Do przeciętnego człowieka, który nie ma pojęcia co to Golfsztrom, gdyż ta wiedza w żaden sposób mu nie pomaga w codziennym życiu, zmiana narracji z ocieplenia na ochłodzenie jest zwyczajnie głupia.

Tak więc ze zmianą narracji zmieniono wszystko nie zmieniając nic, dzięki czemu „biznes” kręcił się dalej.

Chłodniejszy okres minął i zaangażowane media mogły wrócić do tradycyjnej narracji o ociepleniu.

Jak to się ma do wiarygodności?

Wracając do kwietniowej suszy. Globalne ocieplenie powoduje globalne parowanie. Topnieją lodowce. Wniosek jest oczywisty. W atmosferze jest więcej wody, która ma to do siebie że, (TADAM!!!) wraca na ziemię w postaci deszczu.

Tak jak nie zauważono niewysokich temperatur w kwietniu, tak nie przywołano owego oczywistego faktu. Przecież z ociepleniem mamy do czynienia od dłuższego czasu więc systematycznie zwiększa się ilość wody w atmosferze.

Powyższy wywód to oczywiście demagogia i zabawa faktami pod tezę, ale właśnie to robią non stop środowiska ekokomunistów. Najgorsze zaś jest to, że te wszystkie „obiektywne”, „uczciwe”, „postępowe” itp. media nie rozliczają „expertów”, którzy na ich łamach/falach różne „mądrości” wygadują.

Nie jesteśmy klimatologami czy innymi „…ogami” by naszym opiniom przypinać łatkę experta ale słoneczne, suche dni, przy braku opadów, co jest logiczne skoro chmur nie ma, dowodzą zaburzenia ruchów powietrza. Wyże, niże i ich odwieczne zmagania.

Zdarzyła się więc w Europie anomalia. Gdzieś pojawił się niedobór, gdzie indziej zapewne nadmiar. Wygląda na to, iż wraz z majowymi opadami następuje wyrównanie.

O ile można w ogóle rozważać kwestie klimatyczne w tak krótkim odcinku czasowym.

Powtórzmy, nie rościmy sobie prawa do bycia expertami w dziedzinie globalnego klimatu, ale właśnie dlatego jesteśmy otwarci na opinie naukowców.

Ponieważ jednak świat jest jaki jest i pieniądz kształtuje naszą rzeczywistość, nie podchodzimy wiernopoddańczo do owych opinii, tylko w miarę naszych możliwości weryfikujemy je.

W dyskursie „ociepleniowym” dość często promuje się stronę „Nauka o klimacie”. Jakiś czas temu postudiowaliśmy tą stronę i nie zachwyciła nas ona swoją wiarygodnością.

Nie trzeba było specjalnie się wysilać, gdyż słabostki przedstawionej tam argumentacji obnażali internauci w komentarzach.

Odnośniki do których odsyłali autorzy niejednokrotnie były nieaktywne, a te aktywne, często tylko przy sporej dawce „dobrej woli” pasowały do stawianych tez.

Może ostatnio ich jakość się poprawiła? W naszym przypadku swoją szansę stracili. Sorry. Czas to pieniądz.

Świat nauki to świat jak każdy inny, a w ostatnich latach regularnie pojawiały się informacje o naukowcach z różnych dziedzin, którzy wręcz wymyślali rezultaty doświadczeń, bądź naginali ich wyniki by pasowały do stawianych tez.

Ostrożność jest więc uzasadniona, zwłaszcza jeśli w grze o „klimat” są wielkie pieniądze i grupy interesów.

Klimat zmieniał się zawsze. Problemem byłoby gdyby się nie zmieniał bo wówczas na ziemi nie byłoby życia. Różne siły natury ścierają się nieustannie i wahania w jedną bądź drugą stronę są ich konsekwencją.

Pojawiają się globalne okresy ocieplenia i ochłodzenie, a trzeba pamiętać, że przez większość dziejów naszej planety, odkąd znajdują się na niej żywe organizmy, temperatura była wyższa niż obecnie.

Ot wykresy z ulubionego źródła informacji Prezydenta Komorowskiego.

Pierwszy z wykresów to rekonstrukcja temperatury z ostatnich 5 milionów lat, drugi z 450 tys. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Zlodowacenie).

Przyjmując dominującą w ekobiznesie tezę, iż klimat się ociepla, to drugi wykres pokazuje, iż znajdujemy się dokładnie tam, gdzie powinniśmy.

Analiza zmian klimatycznych ma sens tylko w długim okresie. Wyciąganie wniosków na podstawie kilku setek lat to prosta droga do loterii, gdyż im krótsze okresy przyjmujemy, tym większą rolę odgrywają anomalie, które ze swej natury są czymś przejściowym. Na takich danych można udowodnić wszystko.

Zaznaczmy jeszcze raz. Klimat się zmienia, gdyż zmiana jest jego istotą.

I tu dochodzimy do zagadnienia, jaki wpływ na tą zmianę ma działalność człowieka. Fajnie w tym kontekście wypadają niesławne maile naukowców, w których przyznawali oni, iż naginają wyniki na potrzeby udowodnienia tezy o ociepleniu . Na wspomnianym już portalu „Nauka o klimacie” zamieszczono wywód mający uzasadnić, iż nie o to owym naukowcom chodziło. Nas nie przekonał.

Przyznajemy, iż w ostatnich latach narracja zwolenników teorii o wpływie człowieka na globalne zmiany klimatyczne znacznie się jakościowo poprawiła, przede wszystkim przestała (nie zawsze) obrażać umiejętność logicznego myślenia.

Ba! Niektóre koncepcje są świetne i w zasadzie u ich podstaw leży wyłącznie logiczne rozumowanie.

Żywimy autentyczny podziw dla twórcy koncepcji uzasadniającej ochłodzenie klimatu w Europie w XVII w. Jego przyczyną miało być odkrycie Ameryk. Spowodowany tym wydarzeniem upadek wielkich organizmów politycznych oraz zdziesiątkowanie, w skutek chorób, rdzennej ludności, doprowadziły do odrodzenia lasów. To zaś spowodowało tzw. „Małą epokę lodowcową”. Czemu nie. Jak z tym polemizować? Fakty się zgadzają, a czy wniosek prawdziwy to inna sprawa.

Powyższa teoria od razu się nam skojarzyła z numerologią, która jest w stanie udowodnić wszystko w zależności od intencji.

Przede wszystkim jednak w narracji dotyczącej wpływu człowieka na ocieplenie klimatu razi nas sposób jej prowadzenia. Ekokomuniści głoszą tą tezę jako „prawdę objawioną”, a my nie lubimy prawd objawionych. One zawsze wykluczają dyskusję, dialog, wypracowywanie rozwiązań i nieuchronnie prowadzą do krzywdy mniejszej bądź większej grupy, a ich głosiciele czują się zwolnieni z obowiązku tłumaczenia swojego postępowania.

Zgadza się, że zaśmiecamy naszą planetę i coś z tym trzeba zrobić ale właśnie zacznijmy od rzeczy mniej abstrakcyjnych, mniejszych, ale konkretnych.

Krzyczą ekokomuniści: „Nie ma czasu”, „Trzeba radykalnych kroków” itp. Czyli bezrobocie i kryzys dla jednych, kontra krociowe zyski dla drugich. Ach… przyszłe pokolenia. I znowu komunizm się kłania.

Skoro wpływ tradycyjnego przemysłu na globalny klimat jest niepodważalny i nie ma już czasu do stracenia, a różne globalne firmy szczycą się swoim ekologicznym nastawieniem, to może niech udostępnią patenty. W  końcu chodzi o dobro ludzkości. A może rządy bogatych państw wykupią i udostępnią technologie. Dobro świata itp.

Fałsz i obłudę świetnie widać na przykładzie aut elektrycznych. Dopiero od jakichś dwóch lat mówi się o tym w mainstreamie, ale dla ludzi w miarę obeznanych z technologią zawsze było oczywiste, iż od produkcji poczynając, na utylizacji kończąc, pojazdy elektryczne wytwarzają całą masę zanieczyszczeń. Odpowiednio „pielęgnowany” silnik spalinowy może działać praktycznie bez ograniczeń czasowych, podczas gdy akumulatory trzeba wymieniać, a ich produkcja i utylizacja to bomba chemiczna.

W świecie zdominowanym przez ekokomunistów, koncepcja niekopcących aut dobrze się sprzedała.

Przyszłością jest wodór i nadejdzie jego czas, ale ileż interesów by ta technologia dzisiaj naruszyła.

Są gorsze przykłady ekokomunizmu.

Wprowadzenie biopaliw spowodowało, iż tysiące hektarów pól uprawnych, które dostarczały żywności na całym świecie przestawiano na uprawę np. rzepaku. Ba! Specjalnie pod uprawy roślin oleistych wycinano lasy. POWTÓRZYMY! BY PRODUKOWAĆ EKOLOGICZNE PALIWA! DLA DOBRA ZIEMI! itp., itd.

Kto miał zarobić, zarobił.

Już nie pamiętamy, że w efekcie „rewolucji biopaliw” ginęli ludzie. Przecież nasze telewizje pokazywały głodowe zamieszki w różnych częściach świata. TAM GINĘLI LUDZIE NA ULICACH DOMAGAJĄC SIĘ OBNIŻEK CEN PODSTAWOWYCH PRODUKTÓW ŻYWNOŚCIOWYCH!!!

To było tak niedawno. Na szczęście Internet tak łatwo nie zapomina.

Takich przykładów jest więcej.

Mniej więcej w tym samym czasie kopalnie przeżywały rozkwit, gdyż ceny węgla znajdowały się „na górce” (tzn. ceny były wysokie, nie na hałdach :D). Media puszczały materiały o otwieranych na gwałt klasach w zawodówkach i ludziach po szkołach średnich, a nawet studiach, przyjmujących się do pracy na kopalni.

Ceny paliw kopalnych osiągnęły takie szczyty, iż na poważnie rozważano produkcję benzyny z węgla.

Przecież to było tak niedawno.

Cofnijmy się jeszcze kilka lat i przypomnijmy kolejny absurdalny fakt z naszej najnowszej historii, już nie stricte „ekologiczny” ale również związany z kopalniami.

Czasy rządów AWS to zamykanie kopalń, podobno już nieprzydatnych, i posyłanie ludzi na wcześniejsze emerytury.

Teraz się za wszelką cenę chce zmusić ludzi do jak najdłuższej pracy, wówczas odwrotnie, czyli nastąpiło całkowite przestawienie „wajchy” w ciągu nieco ponad dziesięciu lat (ustawa wydłużająca wiek emerytalny).

Dotyczyło to różnych grup zawodowych, ale np. górnicy musieli podpisywać zobowiązania, iż nie zatrudnią się ponownie w zawodzie. Telewizje pokazywały przykłady górników, którzy dzięki odprawie otwierali „biznesy”.

Kilka lat później, gdy koniunktura na węgiel wróciła, kopalnie przyjmowały ich z otwartymi ramionami.

Tak to jest, gdy się rzeczywistość nagina do wyobrażeń i kształtuje ją metodą „na Nostradamusa”, o którego profetycznych umiejętnościach zawsze przekonujemy się „do tyłu”.

Potraficie Państwo przytoczyć jakieś sprawdzone prognozy w perspektywie pięćdziesięciu lat?

Gdyby ktoś pół wieku temu powiedział, iż USA będą exporterem ropy i gazu, sugerowano by mu wizytę w domu bez klamek. I co? To się dzieje.

Ze sto lat temu przewidywano, iż będziemy się dzisiaj przemieszczać latającymi samochodami, chorób nie będzie, itp. itd.

I choć powyższe zdanie może się wydać zejściem na poziom absurdu, to narracja wielu środowisk pełnych szczytnych haseł sprowadza się właśnie do tego.

My się mamy poświęcać, by przyszłe pokolenia nie musiały. Dziwnym trafem nawołujący do poświęceń sami nie muszą sobie niczego odmawiać, a najczęściej owo namawianie stanowi ich źródło utrzymania.

Realia są takie, iż kto ma zarobić, zarobi i tylko szkoda autentycznie zaangażowanych ludzi przekonanych o pozytywnych skutkach swego działania.

Postulujemy więc mniej starań by naprawić świat, a więcej zdrowego rozsądku.

Jest kilka faktów bezspornych, jak to, iż czynnikiem regulującym klimat na świecie są oceany, El Ninho skutkuje efektem motyla, a o „klimacie” w Europie decyduje Golfsztrom.

Wrzucamy w przeglądarkę ostatnią z wymienionych nazw chcąc sprawdzić co tam ostatnio słychać u Prądu Zatokowego. Jeden z pierwszych linków odsyła nas na stronę sympatycznego małżeństwa, którego naukowych programów w TOK FM niestety nie jesteśmy fanami (https://www.crazynauka.pl/golfsztrom-gwaltownie-slabnie-a-od-niego-zalezy-klimat-europy/).

W oko wpada pogrubione zdanie „ Osłabienie AMOC wiązałoby się też ze znacznym obniżeniem temperatur zimą w Europie, ale też z częstszym pojawianiem się fal upałów w okresie letnim po obu stronach Atlantyku.

Iście salomonowe stwierdzenie, będzie zimniej ale cieplej.

To jaką to zimę mieliśmy w tym roku? Węgla za dużo nie poszło.

I czego to dowodzi? Niczego. Tegoroczna ciepła zima stoi w ewidentnej sprzeczności z powyższą teorią ale jej nie obali, nawet gdyby powtórzyła się corocznie w najbliższym dziesięcioleciu.

Zerkamy jeszcze tu i tam w Sieci i nagle okazuje się, iż przytoczona przez nas wcześniej, jako „osobliwa” i propagowana przez mała grupę naukowców koncepcja o ochłodzeniu będącym skutkiem ocieplenia, to teza dominująca, a nie marginalna, tyle że nie pasuje ona do kreowanej rzeczywistości.

Przynajmniej w Europie, gdyż słabnięciu Golfsztromu jest faktem. To wartości mierzalne potwierdzane badaniami, a za przyczynę zmiany uważa się właśnie ocieplenie klimatu i topnienie lodowców.

W tym momencie ponownie pojawia się kluczowy z biznesowego punktu widzenia element, jakim jest wpływ człowieka na owo zjawisko.

Zaprezentowany w początkowej części artykułu wykres pokazuje, iż znajdujemy się blisko cyklicznej, naturalnej górki „cieplnej”.

Jest to jakiś argument w dyskusji. Nieprawdaż?

Kończąc wątek ocieplenia skutkującego ochłodzeniem. W mainstreamowym przekazie cicho o tym i w sumie nie ma się co dziwić.

Po prawdzie trochę jednak się dziwimy. Dziwimy się mediom, które głoszą, iż są obiektywne i uczciwie relacjonują rzeczywistość, a faktycznie starają się ją kreować zgodnie z jakąś tam wizją, a najpewniej interesem. Ponieważ ta „technika” nie dotyczy wyłącznie „ekologii”, każdego dnia się zastanawiamy, co ci ludzie widzą patrząc w lustro. Wiecie Państwo „dziennikarze”. Wy jesteście ci „lepsi”, wy nie manipulujecie. Tak przynajmniej twierdzicie.

Ostatnie lata były dosyć ciepłe więc hasło „ocieplenie” trafia na odpowiedni, hehe, „klimat”, a że to nie całkiem tak jest, to nieważne. W końcu by dotrzeć do prawdy trzeba na to poświęcić trochę czasu, a czas to pieniądz.

Generalnie przewidujemy zmianę narracji. Dominującym przekazem nie będzie ocieplenie czy ochłodzenie ale o wiele bezpieczniejszy termin „anomalie pogodowe” jako skutek działalności człowieka.

Nie nawołujemy tu do bierności, wręcz przeciwnie. Chcemy zachęcać do podjęcia działań faktycznie i niemal natychmiast przekładających się na jakość naszego życia, na których i środowisko by skorzystało.

Zacznijmy zmieniać rzeczy drobne, które same z siebie przełożą się na duże.

Istnienia smogu i jego złego wpływu na nasze zdrowie nie sposób zanegować. Wszyscy też, zwłaszcza ostatnio, widzimy nadmiar opakowań foliowych w naszym otoczeniu. To realne problemy, nie trzeba więc apelować do nie wiadomo jakich wzniosłych celów i przywoływać przyszłe pokolenia.

Chyba nie ma polityka, który nie uznaje szkodliwości wymienionych „produktów” (wielu myli smog z emisją gazów cieplarnianych), więc zwołanie w ich sprawie „okrągłego stołu” nie jest czymś nierealnym, jeśli się przy nim nie będzie mówić o aborcji, adopcji dzieci przez pary LGBT i żołnierzach wyklętych.

Skoro nie da się obecnie rozwiązać problemów które dzielą, można spróbować rozwiązać te, które łączą i po prostu na chwilę tych pierwszych nie poruszać.

Co można zrobić? Np. dwa(?) lata na całkowite odejście od drobnych produktów ropopochodnych jak właśnie „foliówki”.

Zamiast nich obowiązkowe torebki biodegrowadalne. Tylko i wyłącznie. Ustawa i nie ma gadania.

Trzy lata(?) na wymianę pieców na mniej „kopcące”. Tu oczywiście skrajni ekokomuniści zakrzykną: „NIE! My chcemy całkiem ich likwidacji”.

Cóż… generalnie wierzymy  w człowieka, rozsądek grup i jednostek. Przy wsparciu mediów, bez oglądania się na sympatie polityczne, z pewnością dałoby się zrealizować ów mały krok. Mały, ale we właściwą stronę.

Przecież smog jest głównie powodowany przez owe piece, nie przez przemysł i samochody.

Nikt też nie zabroni ekologom kontynuowania działalności i wysuwania dalej idących postulatów.

Oczywiście powyższe „reformy” będą kosztowały realne pieniądze, a z zewnątrz raczej nie da się środków pozyskać, gdyż już nasi ekokomuniści krzyczeli na Zachodzie, że polskie władze zmieniają jedne piece węglowe na inne. Nie obchodziło ich, że na czystsze.

Z tego powodu tak ważne jest porozumienie „ponad podziałami”.

To by były konkretne decyzje, przekładające się na nasze codzienne życie.

Tylko czy komukolwiek zależy na konkretnych efektach?

Przekleństwem demokracji jest to, iż w rzeczywistości nikt nie chce rozwiązywać problemów.

Wręcz przeciwnie.

Rozwiązany problem znika. Kończy się dyskusja/walka na jego temat i jest pewne, iż opinia publiczna znajdzie zaraz kolejny, niewykluczone że bardziej niezręczny dla władzy, obiekt do ataku.

Z tego względu lepiej podejmować spektakularne akcje, mówić o zmaganiach, kreślić dalekosiężne plany i wizje, a w rzeczywistości problemu nie rozwiązywać.

Opozycja korzysta z oczywistych względów ale co gorsza, jest to również na rękę mediom, które przecież żyją z „wojenki na górze”.

Możemy to doskonale zaobserwować przy okazji koronawirusa. Opozycja i media walą na wszelkie sposoby w rząd, co by nie robił. W tej sytuacji rząd stara się na wszystkie sposoby udowodnić, że coś robi. I robi błędy, w pośpiechu, niestarannie. Gdy opozycja wytyka władzy pomyłki, rząd się tłumaczy, że mamy czas prawie wojny. Działamy dynamicznie, a więc i błędy się zdarzają.

Generuje to ogromne straty i marnowanie środków.

Poza środowiskiem najbardziej zagorzałych przeciwników rządu, panuje opinia, iż błyskawiczny lockdown przyniósł pozytywne skutki i faktycznie powstrzymał rozprzestrzenianie się virusa.

Pewnie dopiero wraz ze wspomnieniami emerytowanych polityków dowiemy się, czy był on efektem przemyślanej strategii, czy panicznej reakcji, by pokazać zdecydowane działanie i wytrącić argumenty z rąk opozycji.

Przyleciał transport maseczek – jest feta. Pogłoski, iż towar jest „trefny” – negacja, polemika. Dowody, iż towar jest trefny – szukanie winnego. Oskarżenia o nieudolność i obrona z pozycji „tak się staramy, ale oszuści są wszędzie”, itp. Wszystkiemu towarzyszą konferencje, wzajemne oskarżenia. Raj dla polityków i prasy.

Znalezienie wiarygodnego kontrahenta, sprawdzenie certyfikatów i test towaru, zorganizowanie dostawy. W sytuacji ostrej konkurencji o jakościowo dobre produkty, a wręcz konieczność licytowania cen, taka operacja wymaga czasu.

O ile szybciej można zorganizować niesprawdzony transport licząc na szczęście. Jak się nie uda, jedni wykażą się czujnością, a drudzy działaniem, nawet jeśli bezużytecznym.

Szybkie, choć często chaotyczne działanie to politycznie mniejsze zło. Staranne działania, nawet jeśli finalnie przyniosłyby lepsze efekty, stanowiłyby pożywkę dla opozycyjnej propagandy z racji pozornej bierności. Obrona byłaby trudna, wszak mówiono by o przyszłych korzyściach „a przecież ludzie umierają tu i teraz”. To oczywiście czysta demagogie ale jak ją odeprzeć?

Choć całkowicie inne od światowych, jeśli chodzi o konkretne rozwiązania, przemyślane działania podjęła Szwecja. Prawdopodobne korzyści(?) są odsunięte w czasie, a ofiary „tu i teraz” są „wliczone w cenę”. To ogromne ryzyko i nie jest wykluczone, iż decydenci mogą zostać za nie pociągnięci do odpowiedzialności. Oczywiście jeśli ich strategia okaże się błędną.

Wyobraźcie sobie Państwo co by się działo, gdyby polski rząd zdecydował się na szwedzką „drogę”.

W kraju z w miarę silnym „pierwiastkiem katolickim” postępowanie analogiczne do szwedzkiego chyba nadal jest niemożliwe.

Świetnym przykładem ataków na rząd z powodu bierności jest zarzut, iż nie chce on pomocy dla przedsiębiorców przyznawać na wzór niemiecki, czyli najpierw dać, a potem sprawdzać.

Zaglądamy na strony Deutsche Welle i wcale nie jest to takie proste, ale co ciekawsze, nie słyszeliśmy, by opozycja wspierała inny postulat z niemieckiej pomocy, tj. by państwo mogło przejmować firmy (oczywiście w ostateczności) (https://www.dw.com/pl/niemcy-pomoc-rz%C4%85du-dla-przedsi%C4%99biorc%C3%B3w/a-52883816).

Przypomnijmy pewną, wzorowaną na niemieckiej akcję, fajnie pokazującą różnice pomiędzy mentalnością naszych narodów. Jakiś czas temu Lidl zorganizował promocję „Absolutna satysfakcja albo zwrot pieniędzy”. Do 30 dni, z paragonem można było zwrócić pudełko po towarze gdy np. nam nie smakował.

Tak więc nasi „kreatywni” rodacy kupowali produkty, wypakowywali, po czym zwracali puste opakowania.

Przykład idzie z góry, można by rzec, choć to górka… hmmm… Swego czasu, znany z niedotrzymywania słowa, Pan Jarosław Kuźniar, chwalił się, iż po przyjeździe do USA kupił różne pierdółki, typu wanienka dla dziecka itp., a przed powrotem wszystko zwrócił, z argumentem, iż mu „nie pasowało”.

Z jednej strony myśl: „żałosny gość”, ale gdzieś tam malutki podziw bo… normalnie aż nam wstyd, ale my tak nie potrafimy. Jakiś defekt etyczny, a bynajmniej idealni nie jesteśmy.

Są również dobre strony tego, iż Polacy ustępują w owej legendarnej „porządności” Niemcom, ale o tym napiszemy za jakiś czas, tymczasem chyba Państwo rozumiecie popartą powyższym przykładem sugestię, jak wygląda w naszym narodzie dawanie czegokolwiek „z góry”.

Ostatnie dwie uwagi odnośnie klimatu. Excytujemy się extremalnymi zjawiskami pogodowymi na świecie. Wielki grad, burza, huragan, powódź, pożary i związane z nimi wyciskające łzy sceny ginących zwierząt. Martwimy się. Co się dzieje?

Nic nadzwyczajnego. Są np. gatunki drzew, które bez pożaru nie „uwolnią” nasion.

Żyjemy po prostu w czasach błyskawicznego przepływu informacji. Dzięki mediom i Internetowi otrzymujemy w kilka sekund informacje z całego świata, a że wiadomości złe są bardziej medialne niż dobre, następuje newsowa kumulacja katastrof i tworzy się paskudne wrażenie, iż świat się kończy. Tymczasem dzieje się tyle co zwykle. Ani więcej, ani mniej, tyle że na całym globie.

Na koniec ciekawostka z ostatnich dni.

The largest ever hole that has been detected in the ozone layer over the Arctic has closed just weeks after its sudden formation.

(https://news.sky.com/story/record-ozone-hole-disappears-over-the-arctic-just-weeks-after-being-discovered-11980383)

Młodsi czytelnicy nie mogą pamiętać, a i starsi pewnie już zapomnieli czasy, gdy na przełomie mrocznych lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ludzkość walczyła z dziurą ozonową.

A ta wspomniana powyżej najwyraźniej popełniła seppuku.

Przypisy:

(1) Troszkę ten termin stracił w ostatnich latach swoje znaczenie, właściwszy wydaje się termin „politycznie poprawne media”.

2 myśli nt. „Klimat się zmieniał, zmienia i zmieniał się będzie. Tak jest i było zawsze i wszędzie.

  1. p

    A u mnie dzisiaj słonko wyszło. Bo lało i lało.
    Jestem z rocznika pamietającego jeszcze dziurę ozonową więc ta informacja że same się zamykają jest rewelacyjna.

    Odpowiedz
  2. co racja to racja

    Proroki jesteście:
    „Architekt szwedzkiej polityki walki z koronawirusem Anders Tegnell po raz pierwszy przyznał, że powinien był nałożyć więcej ograniczeń, aby uniknąć tak wysokiej liczby ofiar śmiertelnych. Rząd zapowiedział powołanie specjalnej komisji, która ma zbadać szwedzkie podejście do pandemii. ”
    https://wiadomosci.onet.pl/swiat/koronawirus-w-szwecji-glowny-epidemiolog-anders-tegnell-przyznaje-dzis-zadzialalbym/xkdzk1c

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *